Ida

Z polskim współczesnym kinem jest jak z polską piłką nożną. Z każdym nowym spotkaniem pojawiają się nadzieję, że w końcu zjawi się ten samorodny talent, gdzie jedna osoba pokieruje całym zespołem do udanego finiszu. Niestety, w kinie także „wychodzi jak zawsze”. Oprócz kilku wyjątków pokroju „Pokłosia” czy „Obławy” dzieje się nadal źle, a „Ida” jest tego doskonałym przykładem. Na nic zda się świetna gra Kuleszy i Trzebuchowskiej, skoro scenariusz jest przewidywalny niczym strategia polskiej reprezentacji w piłce kopanej. Dodatkowo, reżyser za wszelką cenę chciał zrobić z filmu „awangardę”, prowadząc praktycznie przez cały film statyczne kadry, dzięki czemu „Kowalski” może się poczuć jakby obcował ze „SZTUKĄ”. Miało wyjść oryginalnie, a przez ten zabieg film dłuży się niemiłosiernie. Sama historia nie wciąga, nie zachwyca, choć tematyka żydowska (choć wyeksploatowana do cna) aż się prosi o rozwinięcie. Unikać. Kuleszę można podziwiać chociażby w „Róży”, a Trzebuchowskiej życzę lepszych scenariuszy.

Write a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *