Będąc nastolatkiem z pewnością chciałeś zostać zaakceptowany przez rówieśników. Jeśli miałeś trochę śmiałości równałeś do, jak to się teraz popularnie mówi: „grupy trzymającej władzę”, a gdy już wyjątkowo miałeś szczęście, otaczał cię wianuszek najładniejszych lasek w szkole. Możesz sobie zapewne przypomnieć pierwsze bójki i cieknącą krew z nosa, wspólny szaber jabłek z pobliskiego sadu, czy nawet łkanie w poduszkę, kiedy dowiedziałeś się, że miłość życia z łatwością rozkłada nogi przed twoim najlepszym kumplem. Teraz wszystkie te uczucia pomnóż co najmniej dwa razy. Dodaj do tego naturalistyczną scenę aborcji w obskurnej chacie jakiejś znachorki, okaleczanie przypadkowych przechodniów albo znajomych z „plemienia”, zarabianie na prostytucji koleżanek lub zwierzęce zachowania celem zaimponowania grupie. Osadź przedstawienie na Ukrainie, najlepiej w obskurnej szkole dla niesłyszących z internatem, w której moralność schowana zostaje do szuflady – taki jest właśnie film Mirosława Słaboszpyckiego

Zaburzona hierarchia wartości wśród uczniów każe głównemu bohaterowi – Sergiejowi albo stać się chłopcem do bicia, albo przyjąć „język” i zachowania silniejszej wspólnoty. Zachowania, dodajmy w ogóle nie odbiegające od wypisanych wyżej. Dostajemy zatem ponaddwugodzinny realistyczny spektakl pantomimy, gdzie chłopiec szybko stara się zaaklimatyzować do zbrodniczego trybu życia przywódców grupy.

Reżyser nie ubarwia rzeczywistości niesłyszących, raczej bez zbędnej pruderii i maskowania obnaża atawistyczne cechy w tym przypadku głuchoniemej społeczności, która jak widać, niewiele różni się od scen opisywanych w policyjnej kartotece dzieci z poprawczaka. Jako, że obraz jest jedynym nośnikiem filmu (nie pada w nim ani jedno słowo, a ścieżka dźwiękowa ograniczona jest do absolutnego minimum) działa on nad wyraz sugestywnie. Paradoksalnie pozostaje to jedyną wątpliwą zaletą. Oprócz tej wydumanej kontrowersji, reżyser nie dotyka żadnego problemu głuchoniemych, nie konfrontuje nas z problemami niecodziennej społeczności. Spowiada się kolejnym banałem o braku wartości wśród młodzieży, której brakuje wzorca do naśladowania.