W serialu „Californication” jest taka scena gdzie nastoletnia Mia mówi do swojego pisarskiego guru, Hanka: „Taka jest istota tajemnic, Hank, w zabawny sposób wypływają na wierzch”. W filmie „Dar” jedno z pozoru niewinne zatajenie faktu przed żoną staje się motorem napędowym całej historii. Jeśli dodamy do tego prawdziwą maksymę doktora House’a: „ludzie się nie zmieniają”, to otrzymamy thriller, w którym wydarzenie z przeszłości głównego bohatera – Simona, rzutuje na jego obecne życie i w konsekwencji na związek. Zwłaszcza kiedy na ekranie pojawia się Gordo, introwertyczny dawny znajomy Simona ze szkolnej ławy, który z jakiegoś powodu staje się coraz bardziej nachalnym, nieproszonym przyjacielem małżeństwa.

Reżyser nie spieszy się z narracją. Powoli odkrywa fabularne triki, tak aby widz mógł, w miarę upływu czasu, coraz mniej empatyczne spoglądać na dość ekscentryczne zachowania intruza. Zachwycają także sterylnie dopracowane kadry. Z początku sugerują wręcz szpitalnie nieskazitelną relację pomiędzy kochankami. Joel Edgerton jednak stopniowo zagęszcza atmosferę (nad wyraz sugestywna scena kolacji z Gordo), aby w odpowiednim momencie przecinać ją nożem wątpliwości i braku szczerości pomiędzy partnerami. Bateman, Hall i Edgerton (tak, również jako aktor) odgrywają swoje role z ogromnym przejęciem. Jakby celowo chcieli widowni podrzucić opium, dzięki któremu ich dramatyczny trójkąt psychologiczny będzie generował więcej pytań niż odpowiedzi wśród publiki. A o taki stan rzeczy reżyser potrafi zadbać do samego zakończenia.

Duchy przeszłości mają to do siebie, że wracają ze zdwojoną siłą i tak też jest w przypadku Simona. Pod koniec filmu w prezencie od Gordo, dostaje dar, o którym ciężko mu będzie zapomnieć. Efekt motyla to warunek konieczny dobrego dreszczowca, w tym przypadku doszlifowany dobrym scenariuszem będzie trzymał cię w niepewności przez cały seans.