1. Walka z meksykańskim kartelem narkotykowym nie jest tak emocjonująca i zajmująca jak zalewająca nas fala uchodźców, którzy przecież jedną nogą już są w naszym mieszkaniu. To jest dopiero thriller. Poza tym, widziałeś już „Traffic”, zatem temat używek to dla Ciebie chleb powszedni, a aktorski kunszt Benicio Del Toro doceniłeś zanim on sam stał się rozpoznawalny.

2. Przerażony „świeżak” w policji? Przecież to kalka z „Training Day”. Raz zrobił na Tobie wrażenie, więc po co teraz przyjmować punkt widzenia młodziutkiej agentki FBI? Sam jesteś człowiekiem prawa i wierzysz w sprawiedliwość. Każde odstępstwo od normy, każdy dysonans moralny, niezależnie od skuteczności wywraca Tobie trzewia do góry nogami. Cel uświęca środki? Nigdy w życiu! Tragiczna dwuznaczna wymowa filmu z pewnością do Ciebie nie trafi. Wolisz jasne i klarowne scenariusze z bajkowym happy endem.

3. Jest taka sugestywna scena w „Sicario”, kiedy współtowarzysz akcji pokazuje agentce Kate Macer „brudną” stronę Meksyku: policyjną obławę, uzupełniona o strzelaninę i towarzyszące temu eksplozje budynków. Nazywa to osobliwe uniwersum „fajerwerkami”. Pewnie nie zrobi to na Tobie wrażenia, bo sztuczne ognie lubiłeś jako mały smark, a teraz to tylko „Sylwester z Jedynką”, albo z „Dwójką”.

4. Lęk wysokości to bariera nie do przeskoczenia. W windzie czujesz się tak jakby za chwilę miało zabraknąć tlenu, a w nocy śpisz przy zapalonym świetle. Klaustrofobiczne lokacje Cię przytłaczają, a stopniowane budowanie napięcia nuży Cię tak samo jak suspens w filmach Hitchcocka.

5. Bo „Heat” to ostatni inteligentny akcyjniak z doskonałą muzyką i nie wierzysz, że od tego czasu coś w tej kwestii mogło ulec zmianie.