Który to już film o bokserach? Czy ten jest inny? „Southpaw” to historia Billego Hope’a, odnoszącego same sukcesy jako mistrz wagi półciężkiej. To także szczęśliwy mąż i ojciec. Aż do momentu, gdzie wszystko wymyka mu się spod kontroli. Staje się przyczyną tragedii i spada na samo dno. Cały jego świat rozsypuje się na części.

Zaczyna się walka, ale już nie na ringu. Walczy o córkę, która trafia do opieki społecznej. Jego trenerem zostaje Tick Willis (Forest Whitaker) – były bokser. Wydawać by się mogło, że historia to konglomerat „Fightera”, „Warriora” czy „Rocky’ego”, ale jest w tym scenariuszu coś więcej. Pokazuje determinacje głównego bohatera, jego przemianę, naukę pokory. Billy tow końcu chłopak wychowany w domu dziecka. Otoczony fałszywymi przyjaciółmi i bezlitosnym światem biznesu. To Tick uczy go defensywy, wiary i na nowo pokazuje nam w ringu zupełnie nowego człowieka.

Świetna rola Jake’a Gyllenhaala, a muzyka idealnie podkreśla nastrój i klimat ekranizacji. Daleko jej może do dzieła sztuki, czasem przewidywalność bierze górę, ale prostota i szczerość przekazu jednak chwyta za serce. „Southpaw” to także opowieść o budowaniu na nowo silnej więzi pomiędzy ojcem, a córką. Na chłodne jesienne wieczory – idealny.