1. Bezpłciowa muzyka na otwarcie. Wybacz Panie Samuelu, ale nie posiadasz ani jaj Chrisa Cornella, ani charyzmy Adele, aby jakkolwiek zapamiętać tę płaczliwą, marną kopię aranżacji Prince’a. Zaraz po tytułowych napisach widz zapomina, że ktokolwiek tam śpiewał.

2. Monica „Cisowianka Perlage” Belluci – epizod tak krótki i niepotrzebny, że chyba sama aktorka nie do końca wiedziała czy sprzedaje siebie, czy może nadal kręci kampanię wody mineralnej. Miało wyjść zmysłowo, a wyszło groteskowo.

3. Nowa dziewczyna Bonda – najlepiej wygląda kiedy jest pijana, chyba że założy wieczorową kreację. Ale to nawet nie jej wina, bo od czasu fenomenalnej Evy Green w „Casino Royale” nikt Craiga nie potrafił ujarzmić.

4. Christoph Waltz jako czarny charakter – ten sam problem co w punkcie drugim. Aktor dwoi się i troi, aby do swojej postaci wnieść łajdaczą aparycję, znaną chociażby z „Bękartów Wojny”. Niestety, jak ma się tak mało do zagrania i scenariusz pozwala na bycie tylko miękką fają, to nie dziwota, że można poczuć się rozczarowanym.

Teraz całkiem serio. „Spectre” to przede wszystkim hołd dla Bondów z lat 80. Zupełnie inaczej nakręcony niż wszystkie po „Casino Royale”, choć ten nadal jest niedoścignionym wzorem. Akcja przewidywalna jak pozycja misjonarska, ale w żadnym wypadku to nie zarzut, bo jest klasycznie, stereotypowo, z ogromną dawką bondowskiej tradycji. Gadżetów jak na lekarstwo, a jeśli już się pojawiają, to na szczęście nie przypominają tych z „Mission: Impossible”, który to stał się parodią samą w sobie. W wywiadzie dla „Esquire” Daniel Craig powiedział: „To Skyfall razy 10”. Nie mylił się. Dopiszcie więc do tego gigantyczne eksplozje, klisze w stylu: „zabili go i uciekł”, miejskie pościgi samochodowe bez rannych, plus obowiązkowa bomba z czasomierzem. Winić „Spectre” za te powtórzenia, to jak oczekiwać od Supermana, że przestanie latać.

Na koniec jeszcze, brawa za zdjęcia dla Łukasza Bielana i Hoyte Van Hoytema. Dzięki nim lokacje odznaczają się niezwykłą plastycznością obrazu. Austria jest chłodna i malownicza, Włochy – mroczne i ciepłe zarazem, Meksyk wabi swoimi pastelowymi acz stonowanymi barwami w Dzień Zmarłych. Jednym słowem – scenerie zachwycają bogactwem szczegółów.