Na fali popularnego obecnie w mediach tematu uchodźców i imigrantów zarobkowych, których większość kanapowych Januszy kompletnie nie odróżnia w kinach pojawia się film, który z jednej strony trochę burzy uczciwy obraz przyjezdnych obcokrajowców, a z drugiej stawia pytania o przynależność kulturową w kontekście jednostki. Trudne zdanie złożone? Bez obaw, dalej będzie już łatwiej.

„Mediterranea” to dramat przedstawiający imigrantów, którym nieco wmówiono, że za rodzimą Burkina Faso istnieje „nowy, wspaniały świat” we Włoszech, w którym każdy poczuje się jak pączek w maśle. Tak przynajmniej wynika z Facebooka, kiedy dwójka bohaterów – zaradny Ayiva oraz buntowniczy pies na kobiety – Abas, widzą konto swojego znajomego, który pod płaszczykiem tanich społecznościowych emocji, na profilowych zdjęciach ekshibicjonistycznie obnosi się swoim bogactwem, zdobytym w kraju espresso i makaronu.

Dokumentalny okular reżysera dotyka problemu gett czarnoskórych, którzy niechętnie integrują się z lokalną publicznością. Lenistwo, pomieszkiwanie w squatach czy lepiankach, a z drugiej strony łzy i tęsknota za rodziną sugestywnie próbują być szpilą, która wywoła u nas skrajne wrażenia. Czasami dostajemy wycięte z kartonu emocje, spotykane prawie w większości dramatów. Pojawia się także nieco oczywistych wzruszeń, ale na szczęście „Mediterranea” to świetna arthouse’owska praca kamery i charakterystyczne postaci. Głównemu bohaterowi, jego koledze oraz młodemu „biznesmenowi” – Pio z przyjemnością i wzruszeniem towarzyszymy do napisów końcowych.

Film ogląda się niczym fabularyzowany dokument, co nie powinno dziwić, bowiem aktor grający Ayivę doświadczył tej podróży życia na własnej skórze. Tutaj zagrał praktycznie samego siebie. Carpignano nie ocenia postaw przyjeżdżającej ludności, nie ocenia także samych Włochów, a eskalację konfliktu traktuje bardziej jako reporterski obowiązek niż opowiadanie się za którąś ze stron. Akceptacja albo całkowite wyparcie problemu działa i tak na naszą niekorzyść. Świat to chwiejne przedsięwzięcie, w którym kultury, czy tego chcemy czy nie, przenikają i będą przenikać się wzajemnie.