Człowiek samotny w pewnym momencie swojego życia stara się wypełnić wszechobecną ciszę jakimkolwiek hałasem. Czy będzie to muzyka, czy umieszczony anonimowy komentarz pod przeczytanym artykułem, czy może skierowanie swojej pustki w ręce złożone do modlitwy – to nie ma aż takiego znaczenia. Problem pojawia się kiedy osoba sięga po środki ekstremalne. Wtedy na jakąkolwiek pomoc jest już za późno.

„Remedium” to ekstremum na wielu płaszczyznach. Począwszy od tematyki filmu, poprzez nieracjonalne zachowania detektywa Nicka, na niemocy organów ścigania kończąc. Reżyser unika dosłowności, ale przy pewnych scenach oko samo prosi się o zamknięcie, bo kinowa wrażliwość przestaje istnieć. Wszystko tylko po to, aby jeszcze sugestywniej oddać powagę ciężaru z jakim musi się borykać główny bohater.

Sprawa zaginionego brata w młodości staje się siłą napędową dla obecnego śledztwa jakie prowadzi Nick. Trauma z przeszłości wydaje się być dla niego wystarczającą poszlaką w dociekaniu prawdy, zarówno tej osobistej jak i wyznaczonej przez szefostwo. I jak w rasowym kryminale, reżyser często zmienia tropy, podsuwa mylne skojarzenia, bawi się trochę widzem, przeplatając ową zabawę przerażeniem. Intensywność przeżyć wycieka praktycznie z każdego ciemnego kadru i zostaje doprawiona bardzo dobrą ścieżką dźwiękową.

To nie jest film dla dzieci, dla ich rodziców też. To obraz dewiacji, która na długo pozostaje w pamięci, ale też próba przedstawienia granicy pomiędzy racjonalną pogonią za zbrodniczym aktem, a emocjami, które zakrzywiają pole widzenia, krzywdząc najbliższe otoczenie. Po seansie pozostaniecie sami. Tylko nie wypełniajcie tej samotni krzykiem. Przytulcie osobę obok.