Wpędzamy się często w bezpieczne emocje. Przeżywamy rzeczy, które są nam znane. Spotykamy się z ludźmi, którzy nie mają na nas kompletnie żadnego wpływu i nie czujemy z ich strony żadnego zagrożenia. Poszukujemy spokoju wśród osób, których portret psychologiczny można porównać do codziennej kanapki z szynką i serem na śniadanie, a każdą konfrontację traktujemy z pozycji strusia chowającego głowę w piachu.

Charlie Kaufman obrał sobie dość trudną drogę rozmowy z widzami, charakteryzując obecne społeczeństwo poprzez animację poklatkową. Zrobił to jednak w tak precyzyjny sposób, że szybko zapominamy o marionetkach, kierując swoją uwagę na świat głównego bohatera, częściowo się z nim utożsamiając. „Anomalisa” w dosadny sposób przejaskrawia wyjałowienie emocji Michaela, który obwinia swoją rodzinę za zmarnowanie własnego życia, niewykorzystane szanse i ogólną depresję. „Anomalisa” to także próba odpowiedzenia sobie na pytanie, czy poszukiwanie jakichkolwiek, nawet mało znaczących treści w życiu, to warunek wystarczający do wyjścia poza sferę komfortu.

Dzięki osobliwej konwencji reżyserowi łatwiej nakreślić niedoskonałe cechy z jakich człowiek jest zbudowany, przez co film działa jeszcze sugestywniej. Scena seksu jest tego doskonałym przykładem. Postaci, mówiąc jednostajnym głosem, nadają pesymistyczny ton całej opowieści, a wszelkie ciepłe barwy szybko zostają zamienione na kafkowski wizerunek świata. Wszystko tylko po to, aby uzmysłowić widzowi jak dalecy jesteśmy od szukania szczęścia w nas samych i najbliższych, skupiając się na kolejnym krótkim, nic nie wnoszącym powiadomieniu na naszych smartfonach. Zupełnie tak jak to sportretował Eric Pickersgill w sesji Removed: http://www.removed.social

Warto!