1917

Klaustrofobiczne lokacje, sprawne prowadzenie kamery zza pleców dwójki bohaterów, wojenny roller coaster, paniczny strach przed najeźdzcą. Czy można sobie wymyślić lepszy scenariusz? To jest plaga obecnych filmów kręconych specjalnie pod Oscary. Wyglądają widowiskowo, dopieszczone w szczegółach zarówno wizualnych jak i aktorskich, ale zapomina się o nich po miesiącu, gdzie jedyną atrakcją pozostaje szukanie miejsc, w których były cięcia montażowe.

Sam Mendes to niestety nie Nolan. Tam gdzie reżyser Dunkierki łączy realizatorską perfekcję z pogłębioną analizą bohaterów tam Mendes idzie po łebkach, zasłaniając się szybkimi zwrotami akcji, co tworzy tylko zarys dwójki bohaterów, a sam film traci przez to na dramaturgii. Co prawda adrenaliny jest tutaj sporo, sekwencje wojenne to również uczta dla oka, ale to raczej jedna raca wystrzelona w powietrze niż salwa przeszywających emocji.

Write a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *